Ta "najlepsza amerykańska komedia muzyczna w historii” jest w Polsce niemal nieznana. Fabułę stanowi miłosna historia w półświatku doby prohibicji. To jeden z najczęściej wznawianych musicali, który przecierał nowe szlaki samej instytucji wznowienia - w jednym z nich zagrali tylko czarni artyści, kolejne miało rozmach premierowej produkcji, a ubiegłoroczna wersja z West Endu czyni widzów współbohaterami tej opowieści. I udowadnia, że nawet stereotypowy, niedzisiejszy materiał można uwspółcześnić dzięki wybitnemu aktorstwu i kreowaniu silnych ról kobiecych.